|
|
|
|
|
 |
Cyberslacking a Kerio Winroute Firewall |
|
|
Od prawie 15 lat w naszej polskiej rzeczywistości obcujemy z Internetem. Na początku tylko w wybranych wyższych uczelniach, później komercyjnie także dla bogatszych korporacji. W 96’ roku każdy posiadacz komputera, modemu i linii telefonicznej może już korzystać z Internetu poprzez słynny numer 0202122. W pierwszych latach Internetu w Polsce było to dla nas zjawisko na tyle nowe, że nikt nie zadawał sobie pytań o zagrożenia płynące z sieci. Wszyscy starali się czerpać jak najwięcej w jak najkrótszym czasie z Internetu, bo koszt polaczenia 020xxx nie należał do najtańszych, a i jego przepustowość przypominała tempo budowy autostrad w Polsce. To co zostało nam z tamtych czasów to ogromne poczucie wolności jakie panuje w Internecie, dostęp do praktycznie do nieograniczonych zasobów wiedzy, dokumentacji, materiałów multimedialnych, rozrywki, itd., dostępnych na wyciągnięcie wskazującego palca naciskającego klawisz myszy komputerowej. Niestety często ta wolność jest przenoszona przez pracowników do miejsca pracy, a ta często niesie za sobą szczególne zagrożenia, które będę chciał opisać na przykładzie produktu amerykańskiej firmy Kerio: WinRoute Firewall.
Kerio WinRoute Firewall – co to za produkt.
Zacznę od stwierdzenia czym ten produkt nie jest. A nie jest on osobistym firewall’em przeznaczonym do instalacji na stacji pojedynczej roboczej (np. w domu lub w biurze), choć powszechnie właśnie za taki produkt się go uważa. Skąd się takie przekonanie bierze? Jest to wynik zaszłości historycznych. Jakiś czas temu Kerio Firewall funkcjonował jako personalny firewall i był wyjątkowo ceniony przez domowych użytkowników. Z czasem jednak został on wycofany z oferty Kerio i przybrał nowy patronat oraz nową nazwę: SunBelt Firewall. W to miejsce natomiast powstał nowy produkt: Kerio Winroute Firewall, dedykowany jako rozwiązanie serwerowe.
W takim razie czym jest Kerio Winroute Firewall. Opis na ulotce mówi coś o wielowarstwowej architekturze zabezpieczeń itp. - brzmi bardzo ładnie, założę się jednak, że prawie nikt nie wie o czym mowa. Spróbuję to zdefiniować prościej: Kerio Winroute Firewall to oprogramowanie, które w połączeniu z komputerem ma stanąć na połączeniu dwóch sieci: firmowej (prywatnej), do której są podłączone nasze komputery, serwery, drukarki itp., z siecią Internet. Można powiedzieć, że podobnych urządzeń spełniających powyższy warunek jest dość dużo i do tego naprawdę za nieduże pieniądze - choćby proste routery dla neostrady czy usługi InternetDSL firm takich jak D-Link, Linksys, Planet itd. W przypadku domostw nie będę nikogo przekonywał do produktu Kerio ze względu na koszty (minimalna ilość licencji to 10 użytkowników), o tyle w przypadku firmy inwestycja w ten produkt ma sens, bo oprócz funkcjonalności pudełek-routerów, ma także szereg innych funkcji, które daje szerokie możliwości zbudowania bezpiecznego dostępu do Internetu oraz racjonalnego zarządzania zasobami tegoż dostępu.
Wirusy, Trojany i inne maleware.
Zasadniczą cechą, która buduje podstawy bezpieczeństwa, to inspekcja kilku najważniejszych protokołów sieciowych pod względem zagrożenia i treści (takich jak HTTP, POP3, SMTP, FTP). Jak to działa? Po ludzku mówiąc Kerio Winroute monitoruje to co przeglądamy w Internecie, sprawdza czy program pocztowy nie ściąga maili z wirusami, sprawdza także po jakich stronach się poruszamy i jeśli znajdzie tam wirusy lub treści przez administratora zabronione, wstrzyma pobieranie takich treści z Internetu (patrz screenshot poniżej). System ma już wstępnie przygotowaną konfigurację uniemożliwiającą poruszanie się po stronach o wątpliwej reputacji czy też zawirusowanych. Kerio Winroute Firewall może korzystać z dwóch silników antywirusowych, do wyboru mamy m.in. McAfee, Symantec, NOD, Avast itp.

Przykład działania Kerio Winroute Firewall na bazie słów zabronionych. Działa także w przypadku wyszukiwarek.
Kerio Winroute Firewall już na samym początku przygotowany jest do ograniczonego dostępu do większości nie popularnych usług sieciowych w Internecie. Chodzi tu o blokowanie niepotrzebnych transmisji z sieci wewnętrznej do Internetu. Sprawdza to się to w sytuacji, gdy jakiś komputer w sieci wewnętrznej będzie zainfekowany oprogramowaniem typu zombie lub wirusem komunikującym się z Internetem. W takim przypadku przychodzi także z pomocą wbudowana inspekcja protokołów, która skutecznie powstrzymuje dalsze pobieranie kolejnych wersji wirusów lub jego mutacji.
Innym istotnym elementem ochrony sieci firmowej, przy której Kerio Winroute Firewall może odegrać niebagatelną rolę, to ochrona przed wpadnięciem na czarne listy spamowe. Dotyczy to przede wszystkim sieci, gdzie pracuje serwer pocztowy wewnątrz organizacji – blokowanie niepożądanej transmisji z wewnątrz sieci pozwala administratorowi spać spokojnie i uniknąć uciążliwych problemów związanych z utrudnioną pracą systemów pocztowych.
Cyberslacking
Zasadniczo problem jest nie duży, kiedy ktoś na własnym komputerze ustawionym w domu, korzysta z Internetu wg własnych upodobań. W najgorszym wypadku zapukają do niego panowie w niebieskich czapeczkach lub zniknie mu z konta bankowego kilka tysięcy - sam będzie musiał ponieść konsekwencje swojej nieodpowiedzialności. Gorzej jeśli ktoś taki korzysta z Internetu w pracy w sposób nieprzewidziany przez pracodawcę. Odpowiedzialność wtedy ciąży na pracodawcy, a to z kolei oznacza, że na barkach pracodawcy spoczywa także odpowiedzialność, za, często frywolne, poczynania pracowników.
Ale to nie wszystko. Straty związane z niewłaściwym wykorzystywaniem Internetu w godzinach pracy mogą mieć większe rozmiary: czas pracownika spędzony na prywatnym surfowaniu po Internecie to realne i policzalne straty finansowe. Powiedzmy, że poświęcenie 15 czy 30 min na prywatne sprawy w ciągu dnia w pracy z reguły kończy się przymknięciem oka przez szefa małej firmy, który chce aby panowała miła atmosfera w pracy, o tyle w przypadku firm o większych zasobach ludzkich, staje się to nie lada problemem.
Problem ten został nazwany hasłem Cyberslacking, czyli wykorzystywaniem Internetu w pracy do celów prywatnych. Nie posiadam szczegółowych wyników badań z rynku polskiego, ale jak to zwykle bywa w takich przypadkach za wielką wodą ten problem jest już dobrze znany i opisany. Badania w USA dowodzą, że aż 90% pracowników przegląda zasoby Internetu w celach prywatnych w godzinach pracy. Dodatkowo 30% czasu poświęconego na przeglądanie Internetu nie jest związane z wykonywaną pracą. Czy to dużo?
W firmie gdzie mamy 50 pracowników, niech każdy poświęci pół godziny na prywatne przeglądanie Internetu, to okazuje się, że pracodawca traci 25h dziennie czasu pracy, co mniej więcej odpowiada 3 pracownikom, którzy przez cały dzień przeglądają Internet prywatnie. Przeliczając to na pieniądze i zakładając pensję na poziomie średniej krajowej, to otrzymujemy straty na poziomie 10 tysięcy zł miesięcznie.
Zarządzanie przepustowością łącza
Kolejnym problemem spędzającym sen z powiek wielu administratorów (a nawet właścicieli firm) jest „szerokość” łącza Internetowego – wiecznie niewystarczająca. Okazuje się jednak, że odpowiednie zarządzanie posiadaną przepustowością łącza pozwala bardzo skutecznie i racjonalnie wykorzystywać posiadane zasoby – w wielu przypadkach okazuje się wręcz, że można i tu odnaleźć oszczędności. Przyjrzyjmy się choćby słuchaniu radia poprzez Internet, czy oglądaniu filmików na Youtube czy innych tego typu serwisach - wystarczy, że 10 użytkowników wykaże swoją „twórczość” w tym zakresie i natychmiast okazuje się, że łącze o pojemności 1Mbit jest po prostu niewystarczające. Zwróćmy uwagę na to, że nawet wejście na stronę popularnych serwisów internetowych czy portali często powoduje otworzenie się ogromnej ilości reklam, nawet w postaci filmów – czyli kolejne megabajty obciążające łącze. Oczywiście przykłady takiego nieracjonalnego korzystania z sieci można mnożyć – jedno jest pewne: bez odpowiednich narzędzi nie sposób nad tym zapanować.
I tu z pomocą przychodzi nam system Kerio Winroute Firewall. Po pierwsze mamy możliwość filtrować odwiedzane przez użytkowników strony wg określonych kategorii. Dla przykładu: możemy wyblokować możliwość chodzenia po stronach i portalach społecznościowych, takich jak Nasza-Klasa, Grono czy inne. W wielu przypadkach przecież pracownicy spędzają kilkadziesiąt minut dziennie na takich stronach i w większości (jeśli nie wszystkich) sytuacjach nie jest to z pewnością czas spędzony na obowiązkach służbowych. Nie trzeba chyba dodawać, że sam fakt wiedzy o tym, że monitorowana jest aktywność internetowa pracowników jest silnym motywatorem do lepszej pracy.

Aby monitorowanie było proste w obsłudze, producent przygotował system KerioStar, który adresowany jest od osób zarządzających (prezesi, właściciele czy dyrektorzy). Jest to wygodny i prosty w obsłudze interfejs oparty na przeglądarce internetowej (nie wymaga instalowania dodatkowego oprogramowania) pozwalający w kilku szybkich krokach otrzymanie informacji, które są istotne. Narzędzie to pozwala sprawdzić „apetyt” danego użytkownika nie tylko na typy stron, które odwiedza, ale także określić jego „apetyt” za zagospodarowanie firmowego łącza.
Winroute Firewall oprócz tego, ze pokaże nam, kto zdecydowanie nadużywa Internetu, pozwala także na wprowadzenie restrykcji na ilość pobieranych danych (związanych także z ilością przeglądanych stron). Pozwala on na narzucenie ograniczeń, które zwykliśmy spotkać u dostawców Internetu 3G (po osiągnięciu np. 1GB transfer drastycznie jest „przycinany”). Restrykcje te mogą mieć charakter ogólny (dotyczący wszystkich) lub poszczególnych, niesfornych użytkowników.

Pamiętajmy, że oszczędzając pasmo internetowe oszczędzamy także pieniądze. Dzięki zabiegom ograniczającym dostępność pasma użytkownikom z dużym apetytem na łącze, oszczędzamy czas innych pracowników, którzy nie muszą już dłużej oczekiwać na pobranie witryny czy innych treści.
A jak już jesteśmy przy temacie oszczędzania przepustowości, należy także wspomnieć o bardzo przydatnej funkcji: serwer Proxy. Odpowiedzialny jest on za „chomikowanie” treści oglądanych przez pracowników i udostępnianie ich jeśli jest potrzeba pobrania z Internetu raz jeszcze tej samej witryny (np. przez innego użytkownika) - wtedy Kerio przekazuje użytkownikowi z pamięci podręcznej stosowne treści nie pobierając z Internetu ponownie całej witryny.

Podsumowanie
Powyższy tekst jest tylko drobną częścią możliwości produktu Kerio Winroute Firewall. Zwróciłem jednak uwagę głównie na te elementy, które w sposób zdecydowany mogą pomóc właścicielom firm lub szefostwu bardzo skutecznie chronić swoja sieć przed atakami z Internetu, wirusami czy innymi zagrożeniami płynącymi z używania Internetu. Do tego narzędzie to daje osobom decyzyjnym silne wsparcie w skutecznym zarządzaniu czasem pracy swoich pracowników jak i kontroli treści i jakości odwiedzanych stron a także precyzyjne zarządzanie przepustowością łącza, jakie posiadają. Często narzędzia takie plus wiedza o tym co robią pracownicy stanowią silne czynniki motywujące, co z kolei przekłada się na szybki zwrot inwestycji poczynionej na wdrożenie oprogramowania firmy Kerio.
Natomiast dla administratorów systemów informatycznych będzie to znakomite narzędzie, które daje możliwość znacząco podnieść poziom bezpieczeństwa sieci, które pozwala w sposób szybki przeglądać aktualny stan pracy łącza internetowego, monitorowania połączeń na styku sieć wewnętrzna i Internet, które świetnie się sprawdza do eliminacji coraz to większych i częstszych zagrożeń czających tuż za firewall’em.
| Wielkość pliku |
856 K |
| Pobrań |
9 |
| Data |
Pn 10-19-2009 @ 04:00 |
|
|
OCENA: POBIERZ
|
|
|
 |
Tytan wśród systemów antyspamowych |
|
|
Do tego tekstu zbierałem się długo – chyba już przeszło 3 miesiące. Ale jak to mawiają: nie ma tego złego… Tak więc doczekałem się kolejnej wersji systemu, o którym ma traktować ten tekst. Co nowego? Zmian nie ma dużo, ale z pewnością istotne. Zacznijmy jednak od źródła problemu, jakim jest SPAM.
Z roku na rok liczba niechcianej poczty rośnie w zastraszającym tempie. Jej obecność to rzeczywiste straty czasu a co za tym idzie także pieniędzy. Dlatego stosowanie dobrych i sprawdzonych rozwiązań antyspamowych jest jednym z ważniejszych elementów ochrony firmowej poczty przed spamem.
Znalezienie skutecznego i niedrogiego rozwiązania antyspamowego jest jednak nie lada wyczynem. Dlaczego tak trudno o dobre rozwiązania? Zanim przejdziemy do odpowiedzi na to pytanie spróbujmy przybliżyć problematykę ochrony przed spamem.
Na rynku jest wiele programów i systemów, które potrafią lepiej lub gorzej chronić przed niechcianą pocztą. Można tu jednak rozróżnić dwa typy oprogramowania, pod względem sposobu ich instalacji.
Pierwszy typ to tzw. programy stacjonarne, które chronią pojedynczą stację roboczą. Najczęściej są składnikiem szerszego pakietu, których nazwa często wiąże się ze słowami „Antywirus” czy też „Internet Security”. Są to programy, które filtrują pocztę schodzącą do klientów pocztowych typu pop3 lub IMAP (np. Outlook Express itp.). Systemy te jednak są bardzo prymitywne w działaniu i najczęściej próbują uczyć się naszej poczty, od kogo dostajemy, do kogo wysyłamy, jakie treści otrzymujemy itd. Przetestowaliśmy kilka takich rozwiązań. Większość z nich kłopotliwa przy rozruchu i dość mało inteligentna – to wszystko sprawia, że skuteczność pozostawia wiele do życzenia a dodatkowo od użytkownika wymaga się szerszej wiedzy niż tylko umiejętność czytania maili.

Drugi typ systemów, to te, które instaluje się przed serwerem pocztowym. Poczta zanim trafi do właściwego serwera, filtrowana jest przez zaawansowany system, który przy pomocy wielu metod określa, czy wiadomość jest spamem czy tez wiadomością, na którą czeka odbiorca. Metody wykorzystywane w tych serwerach często są skuteczne, wyrafinowane czy nawet wręcz inteligentne. To głównie za tę inteligencję płacimy. Czym przejawia się ta inteligencja? Przede wszystkim zdolnością do nauki, która sprawia, że system dostosowuje się do specyfiki chronionej firmy. Trzeba tu jednak od razu zaznaczyć, że z tą nauką jest jak u dzieci – jedne systemy uczą się pilnie i skutecznie, a inne byle jak. Do tych inteligentnych metod rozpoznawania spamu powrócimy w dalszej części tekstu.

Artykuł ten odrzuca analizę rozwiązań desktopowych. Przetestowałem osobiście wiele takich programów i każdy odpychał mnie: a to z powodu trywialności obsługi i konfiguracji, a to z powodu prymitywnych metod nauki czy rozpoznawania spamu itd. Ostatecznie uznałem, że ten typ rozwiązań nie może być skuteczny (chyba) z założenia.
Rozwiązania antyspamowe są bardzo często dodawane także do serwerów pocztowych. Np. Microsoft Exchange. Od niedawna posiada fragment modułu antyspamowego, który można nawet troszkę podkonfigurować. Jego skuteczność jednak osobiście oceniam nisko (nie testowałem jeszcze Exchange 2007). Ponadto ze strony użytkownika nie ma zbyt wiele do robienia – albo mam spam, albo nie. Oznaczam list spamowy dopiskiem, robię regułę w Outlook’u i udaję, że problem ma rozwiązany.
Wtedy trafiłem na rozwiązanie firmy Panda Software (obecnie Panda Security) zwane GateDefender. Rozwiązanie sprzętowe oparte na linux’ie. Ciekawostką był fakt, że nie trzeba było rekonfigurować sieci – wystarczyło wpiąć się pomiędzy router a serwer pocztowy, aby poczta była filtrowana. Przeźroczystość ta jednak działała tylko gdy działał GateDefender. Ale to nie był jedyny problem. Problemem była relatywnie niska skuteczność i duża problematyczność użytkowania i zarządzania systemem. Do tego wszystkiego całe rozwiązanie było oparte na specjalizowanym PC, którego nijak nie dało się spożytkować po rezygnacji z tego systemu – czyli wyrzucone pieniądze.
Wszystkie te doświadczenia zmobilizowały mnie do poszukania rozwiązań antyspamowych poza naszym krajem (wszystkie poważne rozwiązania dostępne w Polsce były po prostu drogie!). Wtedy trafiłem na rozwiązanie o nazwie SpamTitan.
System produkowany w Irlandii zaintrygował mnie. Pierwszym powodem zdziwienia było to, że antyspam był sprzedawany jako modne obecnie rozwiązanie wirtualne. Rozwiązania wirtualne wspierają wyłącznie VMware. SpamTitan przedawane jest również jako ISO, które można zainstalować na fizycznej maszynie PC! Zdziwienie więc mieszało się z podziwem – to rzadka i korzystna kombinacja, która już na początku daje duże możliwości i pozostawia dużą elastyczność przy wdrożeniach. Do tego wszystkiego należy dorzucić, że system antyspamowy można testować przez 30 dni, mając do dyspozycji wszystkie funkcje rozwiązania!
Takie wstępne zestawienie zalet (Trial 30 dni oraz rozwiązanie oparte na ISO lub VMware) pozwalało na podjęcie próby przetestowania tego rozwiązania na naszej dość dobrze zaspamowanej domenie. Pierwsze testy obejmowały jednak poznanie możliwości środowiska oraz sprawdzenie kilku dodatkowych pomysłów, które od razu nam się zrodziły. Pierwszym takim pomysłem było przekonwertowanie obrazu SpamTitan’a na dysk VHD (Virtual PC). Konwersja przebiegła bez problemu, ale system zrobił się mocno niestabilny i ostateczne zrezygnowaliśmy z tej ścieżki.
Nie stało jednak nic na przeszkodzie aby zainstalować SpamTitan na Virtual PC korzystając z ISO – to działa świetnie i stabilnie. Nie poleca się oczywiście również przepinanie tak utworzonego VHD do Virtual Server – to z reguły też kończy się drastycznie zmniejszoną stabilnością systemu.
Gdy uporałem się z wirtualizacją serwera, przeszedłem do zapoznania się z możliwościami systemu. I tu wiele pozytywnych wrażeń, których kolory do dziś nie wyblakły. Wprawdzie, gdy po raz pierwszy przeczytałem, że system ten jest skuteczny na poziomie 98,5% to po prostu nie wierzyłem – nie znałem do tej pory tak skutecznego systemu a już na pewno nie za taką cenę! (cennik dostępny na stronie: http://www.spamtitan.pl/licencje) Założyłem jednak, że nawet jeśli to będzie skuteczność na poziomie 85% i tak będziemy szczęśliwi.
Przyjrzyjmy się bliżej jak działa SpamTitan:
- wstawiany jest pomiędzy Internet (router) a serwer pocztowy – tak aby cały ruch SMTP przechodził przez system antyspamowy,
- wpadająca do systemu wiadomość poddawana jest wielu testom (bardziej szczegółowo w dalszej części tekstu), które oceniają poszczególne elementy listu wg zadanej punktacji a następnie te punkty są zliczane,
- wpadająca wiadomość sprawdzana jest także dwoma silnikami antywirusowymi na okoliczność wirusa – jeżeli znajdzie wirusa, wiadomość przerzucana jest do kwarantanny wirusowej,
- na podstawie ustawień dla danej domeny pocztowej i przydzielonych punktów , dokonuje się rozdzielenia na listy czyste i spamowe – ustala się próg punktowy, powyżej którego wiadomość uznawana jest za spam,
- list czysty dostarczany jest do serwera pocztowego, który stoi „tuż za” SpamTitan’em, a wiadomość spamowa trafia do tzw. kwarantanny (lub jest od razu kasowana – opcja niezalecana),
- o określonej porze dnia (każdy użytkownik może to sobie dostosować indywidualnie) użytkownik dostaje raport z kwarantanny na temat tego co zostało przechwycone jako spam – tu może zdecydować co dalej z tym zrobić (przykład raportu poniżej),
- wśród akcji jakie użytkownik może dokonać jest: dostarcz (dostarcza wiadomość), usuń (usuwa wiadomość z kwarantanny) lub biała lista (dodaje nadawcę do prywatnej białej listy danego użytkownika) – wiadomości jednak nie trzeba kasować przy każdym otrzymaniu raportu, gdyś domyślnie (można to zmienić) po 20 dniach wiadomości te są kasowane automatycznie z kwarantanny.
Przykładowy raport:

Raport użytkownik dostaje w języku polskim (firma PLIK przygotowała polską wersję tego raportu), dzięki czemu nie ma problemu ze zrozumieniem treści. Szybkie szkolenie pracownika i już każdy wie co z tym można zrobić.
Dodatkowym mechanizmem tego rozwiązanie jest to, że można przeglądać kwarantannę bez konieczności dostarczania tych maili do skrzynki odbiorcy. Co więcej! Każdy użytkownik może przeglądać swoją kwarantannę. To jedno z najbardziej elastycznych narzędzi, jakie do tej pory testowaliśmy!
Ale wróćmy do tego co jest „pod maską”.
SpamTitan korzysta z szeregu metod klasyfikacji treści przychodzących wiadomości. To administrator decyduje o tym, z których metod system ma korzystać. Ta właściwość była więc kolejną poważną zaletą systemu – administrator dostaje do ręki wiele manipulatorów i może się poczuć jak operator super-komputera. Spróbuję więc teraz przedstawić te najważniejsze mechanizmy, które możemy włączać lub wyłączać, konfigurować czy też nawet modyfikować!
Na pierwszy rzut idą mechanizmy, które weryfikują „dialog SMTP”. Wśród takich mechanizmów mamy takie jak:
- wymagalność komendy HELO (EHLO) na początku dialogu,
- uprzywilejowywanie hostów (wg IP) w restrykcjach komendy HELO,
- wymagalność aby nazwa hosta nadającego zawierała pełną kwalifikowaną nazwę domeny,
- weryfikacja czy nazwa hosta zgadza się z IP, z którego nadaje (eliminacja podszywania się lub błędnej konfiguracji serwera pocztowego),
- wymuszenie zgodności wiadomości z dokumentami RFC,
- włączenie wymagalności pełnej nazwy domeny w adresie nadawcy,
- odrzucenie maili, których domena nadawcy nie ma odzwierciedlenia w DNS’ach (rekord A lub MX),
- określenie listy serwerów RBL.
Wszystkie te mechanizmy jednak nie mają nic wspólnego z inteligencją. Dużą ich część można łatwo oszukać i ominąć pierwszą linię obrony serwera pocztowego. Przeglądają logi SpamTitan, którymi administrujemy możemy łatwo sprawdzić jaki procent wiadomości jest odrzucana przy wykorzystaniu tych prostych metod:
- przypadek nr 1: 51%
- przypadek nr 2: 56%
- przypadek nr 3: 70%
- przypadek nr 4: 44%
Widać więc, że te proste mechanizmy wprowadzają już znaczącą jakość otrzymywanej poczty. Z przedstawionych procentów wynika z kolei, że jest to wystarczające, aby pozbyć się spamu.
Na szczęści SpamTitan posiada jeszcze inne, już zdecydowanie bardziej zaawansowane metody klasyfikacji wiadomości. Testom tym są poddawane wiadomości, które nie zostały odrzucone podczas wstępnych testów, wymienionych powyżej. Spróbuję wymienić te najważniejsze:
- Razor (wersja v.2) oraz Pyzor – rozproszone systemy rozpoznawanie spamu oparte nie tylko na klasyfikacji treści, ale także na filtrowaniu sieci. Systemy te wrażliwe są na wszelkie zmiany i mutacje treści wiadomości spamowych. Dodatkowo w walce ze spamem wykorzystują dobroci obliczeń statystycznych oraz sum kontrolnych. Więcej na temat tych systemów możecie poczytać na stronach projektów: http://razor.sourceforge.net/ i http://pyzor.sourceforge.net/
- Bayes Database – to silnik, który nie korzysta z zasobów online’owych - sam analizuje maile i uczy się, co w danej sieci (każdy Klient ma inną specyfikę korespondencji) jest spamem a co nie. Silnik jest niezwykle skuteczny i wystarczy mu analiza ok. 1 tys. emaili (producent mówi o kilkuset) aby stać się niezwykle skutecznym filtrem antyspamowym. Mamy oczywiście kilka dodatków, które pozwalają nam podkonfigurować ten mechanizm, aby jeszcze lepiej pracował – w większości przypadków działa doskonale bez dodatkowych zmian.
- SpamTitan posiada także mechanizm OCR, dzięki czemu potrafi analizować również treści przenoszone w obrazkach – wiemy doskonale ile spamu przechodzi do naszych skrzynek w postaci obrazków, na których zawarta jest niechciana treść „handlowa”.
- SpamTitan potrafi także odrzucać maile analizując z jakiego systemu operacyjnego wysyłana jest wiadomość – dla przykładu jeżeli mail wysyłany jest z Windows XP, systemu uznaje, że wiadomość może być spamowa (słyszałem już o takich serwerach, więc włączanie tej opcji może nas narazić na nieotrzymywanie części korespondencji).
- Mamy także możliwość dokonfigurowania jakiej narodowości maile chcemy dostawać i ograniczyć je pod względem tzw. ustawień lokalizacyjnych.
Nie wymieniłem wszystkich mechanizmów, bo jest ich zbyt wiele – wymieniłem te, które stanowią o potężnym sukcesie, jeśli chodzi o skuteczność, systemu SpamTitan. To jaka jest właściwie ta skuteczność? W praktyce jest to ciężko zmierzyć. Moja opinia opiera się więc wyłącznie na naszych doświadczeniach oraz opiniach i doświadczeniach naszych klientów: odczuwalnie skuteczność rzeczywiście jest na poziomie 98%. Co ważniejsze: SpamTitan bardzo rzadko myli się co do wiadomości nie będących spamem. W moim przypadku jest to ok. 1-4 maile miesięcznie.
Potwierdzeniem skuteczności i jakości systemu jest to, że Klienci, którzy zakupili to oprogramowanie, po roku wracają, aby zakupić aktualizację na kolejny rok. My także korzystamy z tego rozwiązania już prawie 2 lata! Miesiąc temu, gdy niefortunnie zepsuł się zasilacz w maszynie hostującej naszego SpamTitan’a i przez prawie 2 dni serwer pocztowy pozbawiony był filtrowania antyspamowego, od razu każdy z nas zdał sobie sprawę jak bardzo dobrze żyło się tego całego „śmieciowiska”.
I na koniec tego artykułu chciałbym wymienić tylko niektóre dodatki dla administratora, które pomagają w automatyzowaniu zarządzania serwerem:
- - automatyczne backup’y systemu (ustawień i konfiguracji),
- - dostosowywanie powiadomień (m. in. tłumaczenie),
- - ustawienie zewnętrznego sysloger’a,
- - dołączanie podpisów do każdego maila (jest też możliwość tworzenia wyjątków!),
- - zarządzanie przez SNMP,
- - zarządzanie globalnymi listami czarnymi i białymi (tak po domenie jak i mailach),
- - automatycznie wysyłane raporty dla administratora; przeglądanie historycznych raportów,
- - zawansowana analiza pracy systemu (graficzne, liczbowe, inne),
- - pełny dostęp do logów systemu (jeżeli nie wysyłamy ich na zewnętrzny serwer),
- - możliwość tworzenia rozwiązań klastrowych (od wersji V 5.0) – rysunek poniżej:

Artykuł ten nawet w połowie nie wypełnia tematu tego doskonałego systemu. Starałem się jednak przedstawić, że istnieje wysoko skuteczne rozwiązanie antyspamowe za niewielkie pieniądze. Co więcej: producent nie wstydzi się i nie boi swojego produktu i daje nam 30 dni na darmowe testowanie. Zachęcamy więc wszystkich do testów. Jeżeli ktokolwiek będzie potrzebował wsparcia technicznego, konsultacji, zakupu lub po prostu wdrożenia – prosimy o kontakt z naszą firmą – postaramy się pomóc i doradzić w każdym z przypadków.
| Wielkość pliku |
106 K |
| Pobrań |
42 |
| Data |
Wt 03-24-2009 @ 11:55 |
|
|
OCENA: POBIERZ
|
|
|
 |
Jak wybrać antywirusa? |
|
|
Wybór programu antywirusowego jest niezwykle trudną sprawą. Nawet dla nas specjalistów od zabezpieczeń i technologii zabezpieczających stanowi to zadanie nie lada wyzwanie. Skąd bierze się taka trudność?
Punktem wyjścia jest fakt, że obecne antywirusy nie są już tylko programami do ochrony przed wirusami. Bierze się to z ilości zagrożeń, jakie czyhają na nas. Zagrożeń jest cała długa lista, której forma i treść jest nawet trudna do ustalenia, bo każdy z wendorów oprogramowania inaczej nazywa te same zagrożenia. Spróbujmy jednak skonstruować zwięzłą listę najczęściej spotykanych zagrożeń naszych czasów (ich definicje są na końcu artykułu):
· Wirusy
· Trojany
· Robaki
· Rootkit’y
· Spyware
· Adware
· Spam
· Phishing
· Włamania
· Kradzieże
· Niestosowne strony www
· Ograniczanie czasu pracy z komputerem
Zagrożeń można wymienić dużo więcej, są to jednak te najważniejsze, które coraz częściej są uwzględniane w ochronie naszego komputera. Przy analizie oprogramowania bardzo często sprawdzamy właśnie czy te aspekty są realizowane przez system antywirusowy.
Ale to nie wszystko. Drugim istotnym elementem, który jest brany pod uwagę przy ocenie oprogramowania antywirusowego, to jego parametry techniczne. Wymieńmy tu kilka, które bardzo często są brane pod uwagę przy zestawieniach i testach różnego oprogramowania:
1. Skuteczność/Wykrywalność – to jeden z ważniejszy parametrów, mówiący o tym z jakim skutkiem znajduje różne zagrożenia i wirusy (bardzo często określany w procentach).
2. Szybkość skanowania – czas w jakim program przeskanuje cały system.
3. „Ciężkość” – parametr bardzo często brany pod uwagę przez użytkowników, choć w gruncie rzeczy ciężko go zmierzyć. Jest to ogólne odczucie spowolnienia systemu operacyjnego po zainstalowaniu danego oprogramowania antywirusowego. Jeden z takich testów zaprezentujemy poniżej.
4. Czas startu systemu – wraz z zainstalowaniem programu antywirusowego może nam wydłużyć się czas startu systemu operacyjnego. Ten parametr jest jednym z mierników wydajności antywirusa.
5. Szybkość kopiowania i przenoszenia plików przy aktywnej ochronie antywirusowej.
6. Szybkość otwierania, zamykania i zapisywania plików przy aktywnej ochronie.
7. Ilość pamięci zajmowanej przez program antywirusowy.
8. Kompatybilność z poszczególnymi systemami operacyjnymi.
9. Ilość i częstotliwość publikacji aktualizacji
10. Skuteczność silnika heurystycznego – czyli umiejętność wynajdywania wirusów i zagrożeń jeszcze nie zdefiniowanych lub nieznanych.
I do tego wszystkiego jest jeszcze jeden bardzo istotny element, który decyduje o wynikach testów: odpowiednia wersja oprogramowania. Doskonale wiemy, że wraz z kolejnym rokiem kalendarzowym, pojawiają się grzyby po deszczu, nowe wersje produktów oznaczone liczbą reprezentującą dany rok (np. Norton Antivirus 2009, czy CA Internet Security Suite Plus 2009). W niektórych przypadkach jest to zwykła kosmetyka. W innych zaś to poważne zmiany i ulepszenia, które niejednokrotnie decydują o wynikach testów.
Mając wiedzę o różnorodności produktów bardzo łatwo dochodzimy do wniosku, że wybranie odpowiedniego antywirusa rzeczywiście jest wielkim wyzwaniem. Cóż więc można zrobić w tym przypadku? Od czego mamy Internet? Googlujemy więc najświeższe testy antywirusów i problem rozwiązany, tak? Niestety: nie! Jeśli ktoś choć przez chwilę próbował śledzić różne testy, to szybko przekonał się, że za każdym razem wygrywa ktoś inny. Dlaczego tak się dzieje? Właśnie z powodu tych wszystkich elementów, które zostały wymienione powyżej. Każdy test bada tylko fragment tych właściwości. Stąd też nie tylko test testowi nie równy, ale także wyniki wynikom nie równe.
Trudno się oprzeć wrażeniu, że niektóre testy robione są wręcz na zamówienie. Nie wykluczone, że to wendorzy zalecają nawet określony sposób badania antywirusów – w końcu oni znają mocne strony swojego oprogramowania…
Mimo tego wszystkiego, można wyłonić kilka firm, które produkują bardzo dobre oprogramowanie antywirusowe. Zanim jedna przejdziemy to „nazwisk”, jest jeszcze jeden element, który zdecydowanie komplikuje jednoznaczny wybór zwycięzcy: CZAS. Produkty antywirusowe danej firmy są raz dobre a raz słabe – w zależności od wersji i postępu systemów operacyjnych. Dajmy więc tu kilka przykładów, z naszego życia wziętych:
1. Antywirus firmy CA: kilka lat temu trzymał się w czołówce systemów antywirusowych. Jeszcze na początku zeszłego roku (2008) jego skuteczność plasowała go w okolicy 6-7 miejsca, z wartością ok. 89-91%. Październik 2008 to już skuteczność na poziomie 61% (! W innym teście oceniony na 13 punktów z 30, co dało im ostatnie miejsce z pośród 32 programów antywirusowych!). Jest już wprawdzie nowy produkt z końcówką 2009, ale dużo wskazuje na to, że jest jeszcze gorzej. Głównym problemem to krytyczne spowolnienie systemu podczas startu systemu (prawie trzykrotnie dłużej startuje!), wręcz straszna skuteczność i wyjątkowo powolny silnik.
2. Norton Antivirus. Jeszcze dwa lata temu system ten był koszmarem wielu informatyków. Sprawiał wiele problemów z instalacja lub (częściej) z deinstalacją, system wręcz „zabijał” – był wyjątkowo ociężały, choć jak zawsze skuteczny. Niestety skuteczność to nie wszystko – ponad 39% użytkowników zmienia antywirusa właśnie z powodu wydajności! Wersja tego oprogramowania z roku 2008 stała się przełomem. System przestał sprawiać problemy, był bardzo skuteczny i wydajny. Ale to nie wystarczyło: wersja 2009 zrobiła jeszcze większą furorę! Ogólną wykrywalność w skali od 1 do 30 poprawiono z 21 na 24 punkty! Produkt jest zdecydowanie szybszy od poprzednika i na wielu płaszczyznach jest wręcz nie pokonany!
3. Bitdefender. Aktualne wersje systemu są nadal skuteczne i funkcjonalne. Dużo ciekawych rozwiązań sprawia ,że produkt jest atrakcyjny nie tylko cenowo. Niestety ostatnie dwa lata to czas, kiedy firma mniej nacisku postawiła na wydajność systemu, co przełożyło się na poważne utrudnienia w działaniu niektórych systemów operacyjnych.
Widać więc, że czas odgrywa tu potężną rolę i nawet jeśli dziś wybieramy system Nortona, może się okazać, że już za 3-4 miesiące liderem może być zupełnie ktoś inny – np. AVAST, który coraz lepiej radzi sobie z rywalizacją w samej czołówce programów antywirusowych.
A oto źródła, na bazie których przygotowano ten artykuł:
Wirusy – najstarsze źródło zagrożeń komputerowych. Ich forma i sposoby działań jest bardzo różnorodna. Nawet poziom szkodliwości jest bardzo rozpięty.
Trojany – rodzaj wirusów, które starają się ukryć swoją obecność, aby umożliwić hackerowi zdalne przejęcie kontroli nad komputerem.
Robaki – Szczególnie kłopotliwe oprogramowanie, które uwielbia rozsyłać się masowo przy pomocy programów pocztowych, komunikatorów czy też zasobów komputerowych. Bardzo często niosą ze sobą moduły innych wirusów lub trojanów. Często nastawione na wykradanie takich danych jak adresy emailowe, hasła lub inne dane personalne.
Rootkit’y – wyjątkowo trudne do wykrycia programy, modyfikujące system na poziomie jądra. Z reguły wyspecjalizowane do konkretnych działań takich jak np. blokowanie kopiowania płyt (słynny rootkit SONY) czy wykradanie loginów i haseł do różnych serwisów i programów.
Spyware – oprogramowanie szpiegujące. Są mnie i bardziej niebezpieczne – wszystko zależ od tego jakie dane kolekcjonuje program. Pewnym jest jednak, że te dane wcześniej czy później wysyła gdzieś w Internet i z pewnością nie jest to sytuacja, o której marzymy. Ich obecność w systemie bardzo często jest przyczyną zmniejszonej wydajności systemu.
Adware – jest to ten typ oprogramowania, który stara się wyśledzić nasze preferencje i upodobania, aby podrzucać nam (np. przy pomocy pop’apów przychodzących z nikąd) spersonalizowaną reklamę. Bardzo często są także przyczyną obniżenia wydajności systemu.
Spam – Ilość niechcianej poczty jest już tak duża, że można dostać strasznego bólu głowy od jej nadmiaru. Codziennie od kilkunastu minut do nawet kilkudziesięciu tracimy na weryfikację, czy dany list adresowany jest bezpośrednio do nas czy też jest to zwykła reklama, której nie zamawialiśmy. Jednym słowem: jest to jeden z naszych istotnych złodziei czasu.
Phishing – są to najczęściej odpowiednio skonstruowane emaile, które mają na celu zachęcić użytkownika do odwiedzenia strony swojego banku, ale z linku podanego w liście, który z reguły prowadzi do strony hackerów, która tylko przypomina stronę bankową. W ten sposób hackerzy uzyskują dane do logowania się na nasze konta bankowe. Straty spowodowane tym typem ataków liczone są już w milionach dolarów!
Włamania – obraz hackera, który siedzi i kombinuje jak włamać się do naszego komputera już nieco odeszły do lamusa. Większość włamań to efekt działania robotów, które wyszukują potencjalne ofiary (bazując na znanych exploitach) i przygotowują te komputery do dalszych zadań. Włamania obecnie służą konkretnym celom ekonomicznym, które mogą być realizowane w przeróżny sposób. Na przykład taki złamany komputer może zostać wykorzystany do ataków typu DDoS.
Kradzieże (w tym także tzw. keylogger’y) – Programów, które zajmują się takim wykradaniem jest masa. Część z nich wymienione zostały powyżej. Należy jednak brać pod uwagę jeszcze inne aspekty wycieku naszych danych. Pozostawiając nasze dane przy okazji wypełniania formularzy internetowych, czy to przy okazji zakupów, czy rejestracji na forach, czy żeby wymienić głośny projekt „Nasza-Klasa”, należy brać pod uwagę, że dane te mogą zostać wykradzione przez hackerów i posłużyć w różnych celach. Wycieki takie, co gorsza, nie są rzadkością. W połowie zeszłego roku (2008) skompromitowano jednego z partnerów banku CitiBank. Strat z tym zdarzeniem nie odnotowano, ale było już blisko!
Niestosowne strony www – dotyczy to raczej nieletnich i ich rodziców i opiekunów, którzy muszą czuwać nad aktywnością internetową swoich pociech. Obecnie jest wyjątkowo łatwo trafić na strony o tematyce pornograficznej lub po prostu nieodpowiedniej dla nieletnich.
Ograniczanie czasu pracy z komputerem – oczywiście dotyczy to głównie młodych ludzi. Oczywistym jest jednak, że racjonowanie tego czasu jest istotnym elementem wychowawczym i daje szansę na poprawny rozwój młodego człowieka.
| Wielkość pliku |
3000 K |
| Pobrań |
24 |
| Data |
Cz 02-19-2009 @ 07:23 |
|
|
OCENA: POBIERZ
|
|
|
 |
Czy wykonujemy kopie bezpieczeństwa? |
|
|
Temat, który najczęściej poruszany jest przez nas, gdy jest już za późno. Wtedy liczy się już tylko szczęście i fachowe ręce. Niestety nie zawsze to wystarcza i wtedy stajemy przed faktem utraty istotnych danych, plików, wyników pracy itd.
Czy robimy backupy? Jeśli tak, to jak często? Czy korzystamy z narzędzi, które potrafią nas wyręczyć z tych istotnych obowiązków? Pytania można mnożyć. Zatrważające są jednak wnioski z przeprowadzonych badań na obywatelach Europy (UK, Francja, Niemcy, Włochy Szwecja, Finlandia, Polska) oraz USA. Badania zostały przeprowadzone przez organizację Zoomerang oraz firmę F-Secure.
Zacznijmy od liczby użytkowników, którzy utracili coś ważnego w postaci plików przechowywanych na komputerach (nie muszę chyba przekonywać jak kłopotliwe i dotkliwe są tego typu straty?). Oto procentowe ilości posegregowane od największego (niestety mamy tu niechlubne pierwsze miejsce!):
· Polska 60%
· Finlandia 45%
· Włochy 41%
· USA 34%
· Szwecja 31%
Widać jak na dłoni, jak nasza świadomość ochrony danych jest drastycznie mała. Od drugie z listy dzieli nas aż 15%! Liczby te doskonale obrazują jak wiele jeszcze przed nami.
Wielokrotnie spotkałem się z sytuacją, że gdy już mogłem wyjaśnić użytkownikowi jak ważne dla niego są kopie bezpieczeństwa, to chwilę potem widziałem jego zakłopotanie: ok., wiem, że trzeba coś zrobić, aby zabezpieczyć dane, ale jak do tego się zabrać?
Aby zrobić kopię bezpieczeństwa potrzebujemy przynajmniej dwóch czynników:
· Narzędzia,
· Miejsca, gdzie zostaną bezpiecznie zarchiwizowane nasze dane.
Jeden i drugi czynnik nie jest oczywisty. Zacznijmy więc od pierwszego: Narzędzie.
Każdy z systemów operacyjnych posiada swoje wbudowane narzędzia do wykonywania kopii bezpieczeństwa. Windows posiada NTBackup (w starszych wersjach systemu) tudzież Kopia zapasowa/Przywracanie (w tych najnowszych), w systemach Mac OS jest to Time Machine. Szczęśliwie oferta narzędzi do kopii bezpieczeństwa nie kończy się tylko na tych produktach wbudowanych. Ma to o tyle znaczenie, że w przypadku produktów Microsoft są to programy trochę toporne i z wieloma ograniczeniami a przy tym powolne (niestety!).
Nie zamierzam omawiać całej gamy produktów firm trzecich, bo jest tego całe zatrzęsienie. Pozwolę sobie zwrócić jedynie uwagę na bardzo ciekawe rozwiązania ofertowane przez firmę Symantec – mowa o linii produktów dla domu, czyli serii Norton (produkty dla firm mają zdecydowanie większe możliwości dostosowywania do naszych potrzeb).
Pierwszym wartym uwagi programem jest Norton 360 3.0. Jest to kombajn, który nastawiony jest na wszelką ochronę naszego systemu (wirusy, spyware, fishing, utrzymanie wysokiej wydajności systemu, itd.). W pakiecie dostajemy także usługę backupu on-line z przestrzenią dostępną 2GB. W programie konfigurujemy, jakie pliki lub katalogi mają być archiwizowane, jak często a resztę wykonuje już program.
Podobnym produktem (jeśli chodzi o backup) jest Norton Online Backup 25GB – jak sama nazwa wskazuje tym razem dostajemy nieco więcej przestrzeni dyskowej na nasze kopie. Obie opcje programów są subskrypcją na rok (lub dwa lata).
Wadą tych rozwiązań jest to, że jak już zaczniemy w ten sposób wykonywać kopie bezpieczeństwa, to wypada po roku znowu wykupić subskrypcję, aby mieć nadal dostęp do swoich kopii – jest z tym więc trochę jak z prochami ;)
Alternatywą dla tego rozwiązania jest Norton Ghost, przez większość kojarzoną wyłącznie z wykonywaniem obrazów dysków. Wprawdzie ten program nadal potrafi wykonywać obrazy dysków, kopiować je na inne dyski, jednak ważniejszą dla nas funkcjonalnością jest możliwość wykonywania kopii bezpieczeństwa na wiele różnych sposobów. Jak wiele? Wszystkich na pewno nie zdołam opisać, ale trzeba wymienić takie funkcjonalności jak kopia ważnych (wybranych typów) plików, kopia całego systemu (wykonywana podczas jego działania!!!), możliwość wysyłania tych kopii na serwer FTP, na dyski USB (pendrive’y, karty pamięci także), zasoby w sieci lub dodatkowe dyski podłączone do naszego komputera. Istotną zaletą tego systemu to, że backup całego systemu o sumarycznej pojemności ok. 150GB wykonuje się niecałe 2 godziny! (dla porównania program do archiwizacji z Windows 7 potrafi nie dokończyć tego zadania nawet przez noc!).
W ten oto sposób doszliśmy do czynnika drugiego, jakim jest miejsce przechowywania naszych backupów. Tu faktycznie mamy najwięcej wątpliwości kłopotów. Zasadniczy problem polega na tym, że duża część programów do archiwizacji zrzuca kopie na płyty CD/DVD. Obecnie posiadanie 200GB danych to nie jest już rzadkość. Podzielmy więc 200GB na 4,7GB i otrzymamy ile płyt DVD będziemy potrzebować do pełnego backupu. Trochę dużo, co? A dodajmy jeszcze, że płyty same się nie będą zmieniać, więc cały czas podczas wykonywania kopii będziemy musieli siedzieć i zmieniać płyty. Słowem: masakra!
Trudno się dziwić, że szukamy wygodniejszych miejsc, gdzie można by nasze kopie zrzucać w pełni automatycznie. Jakie mamy możliwości? Większość z nich wymieniłem już przy okazji wspominania o produktach Norton:
· Wykupiona usługa online (Norton ma ograniczenia: do 25GB, F-Secure nie ma ograniczeń!)
· Dodatkowy dysk w komputerze (zamontowany na stałe, wewnątrz komputera),
· Dodatkowy dysk USB (wygodniejszy nieco),
· Karty pamięci lub pendrive’y – raczej na mniejsze backupy (chociaż są już o pojemności powyżej 100GB),
· Udostępnione dyski innych komputerów/serwerów
· Płyty CD/DVD/Blue-ray (niestety jeszcze nie przez wszystkie programy wspierane).
Osobiście korzystam z dwóch opcji: dysk podłączany przez USB oraz zasoby innego komputera, gdzie wstawiłem dysk 1,5TB na backupy moich komputerów. Dlaczego taki wybór? Chodzi oczywiście o wygodę i automatyzację.
Od razu zapewnie posypią się pytania: a ile to kosztuje? Zanim przejdę do cen (orientacyjnych zresztą) to zadam Wam jednak ważniejsze pytanie: Wyobraźcie sobie, że komputer na którym to czytacie ulega awarii: uszkodzeniu uległ dysk. Jest szansa odzyskać dane za jedyne 4-6 tys. PLN (tak średnio kształtują się koszty odzyskiwania danych). Ewentualnie możesz pogodzić się ze stratą danych. Wielu z Was pogodzi się z tą stratą? Ilu z Was będzie stać aby wydać tyle pieniędzy na odzysk swoich danych, dokumentów?
Zawsze opłaca się zainwestować w sprzęt i oprogramowanie do backupu. Np. dysk podłączany do USB o pojemności 320 GB kosztuje obecnie około 230 PLN (brutto!) – czy to rzeczywiście dużo w obliczu przyszłych ewentualnych kosztów odzyskiwania danych (gdzie analiza tego dysku będzie dwa razy droższa niż nasz nowy dysk USB!)? W tej sytuacji nie będzie dużym wydatkiem nawet zakup programu Norton Ghost!
Warto więc może jeszcze raz wrócić do pytania: dlaczego więc nie robimy kopii bezpieczeństwa? 60% Polaków (statystycznie) utraciło dane w wyniku braku wykonywania kopii bezpieczeństwa. Nie oznacza to jednak, że te 40% wykonuje backup! Duża część z tych 40% jest nadal szczęściarzami (zapewnie nie długo!). To ile Polaków wykonuje backupy swoich komputerów?
Chyba czas to poprawić. Zapraszamy do kontaktu z naszym zespołem. Znajdziemy dogodne rozwiązania do każdych potrzeb – tych korporacyjnych jak i domowych.
| Wielkość pliku |
13 K |
| Pobrań |
0 |
| Data |
Śr 01-27-2010 @ 09:17 |
|
|
OCENA: POBIERZ
|
|
|
|
|
|
|
|